piątek, 1 sierpnia 2014

Stabilnie-niewinnie.

Nie jestem osobą, która potrafi przejść przez życie jako obserwator, przyglądając się swoim wzlotą i upadką, czekając na to co przyniesie następny dzień. Zawsze się angażoawałam, najczęściej bardzo mocno, potem cierpiałam. Pragnełam stabilizacji, takiej pewności że ten przyjaciel pozostanie na zawsze, że mimo iż wiele rzeczy w życiu się zmieni przyjaciel pozostanie niezmienny. Wielu było takich przyjaciół... Nie dało to mi nauczki, naiwnie wierzyłam, że ten do którego się już przyzwyczaiłam będzie i będzie. Tej stabilizacji zabrakło a jej brak przyniósł depresję. Kto w ogóle posiada jakąs stabilizacje? Taka przewidywalność kojarzy mi się z małym miastem gdzie ludzie żyją wolniej. Przecież ci, którzy wpadli w wir kariery w wielkim mieście walczą o wszystko, nie ma stabilności. Czas ucieka przez palce, wciąż jest go zamało. To tak w skrócie. Coś w tym jest. Mieszkam w małym mieście, mam pracę, którą mogłabym mieć do emerytury ale ta praca mnie nie zadowala. Niesie to konieczność zmian, przeprowadzki, kompletnej destabilizacji, która coraz bardziej mnie przeraża. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz