czwartek, 13 listopada 2014
środa, 12 listopada 2014
Długa droga w dół
Narazie pojawiają sie tu tylko krótkie posty. Zmuszam się żeby cokolwiek tu pisać bo czuje, że tak trzeba. Nie żeby powstał kolejny internetowy śmietnik na wyrzuty zwykłego śmiertelnika ale po to żeby pomóc sobie coś zrozumieć, może zmusić się do czegoś. I już widzę efekty. Widzę ile jeszcze drogi przedemną. Dziwna świadomość. Zawsze dążyłam do tego aby osiągnąć cel i mieć święty spokój. Teraz widze, że każdy cel już osiągnięty wymaga albo podtrzymania efektu albo zrodził kolejny, który trzeba osiągnąć. Dla kogoś kto tak marzy o świętym spokoju to coś nowego. Dziwnie mi z tą świadomością, nie wiem kiedy się do niej przyzwyczaje. Mam nadzieję, że szybko. Czeka mnie całkowita zmiana myślenia, jakieś 180 stopni. Czeka mnie zrozumienie, że nie pójśc jeden czy dwa dni do pracy bo jestem chora to nie jest tragedia.... Że idealność to nie jest realny cel, że go nigdy nie osiągnę, ... że od mojego zamartwiania się nic się nie poprawi.... że wszystko zależy od mojego myślenia, a ono jest poprostu złe.... i wiele, wiele więcej. W moim wielkim mieście jakoś to gra, są współlokatorki, to pomaga. Są problemy ale zadzwoni się do mamy i jakoś lepiej na sercu, bo jest ta świadomość, że gdzieś jest miejsce gdzie jest lepiej. A gdy wracam do domu na dłużej (lol 4 dni to wieczność i nic) a ta świadomość, że jest źle ciągle trwa wtedy już nic nie pociesza.
wtorek, 11 listopada 2014
Masz swój cel?
Główna refleksja jaka nasuwa mi się po prawie półtora miesiąca mieszkania w wielkim mieście, to dewiza, że tylko posiadanie celu zmusza nas to działania. Od lat miałam jakiś cel. Od podstawówki była to myśl o studiach i zdaniu matury, potem rok pracy aby mieć coś na start. Teraz gdy znalazłam już prace ''na chwile'', celów jest mnóstwo. Praca wymaga stawiania sobie celów każdego dnia i realizacji ich. Czy mi to przeszkadza? Trudno powiedzieć. Wyniki w ciągu pierwszych dwóch tygodni są dobre lecz każdego dnia towarzyszy mi lęk, że jutro może być gorzej, że nie osiągnę tego czego bym chciała a to będzie niosło za sobą konsekwencje. Ponad rok pracowałam w miejscu, w którym cel był niepotrzebny, liczyła się praca, była ona monotonna. Tutaj jest inaczej, trzy tygodnie dostarczyły wielu wrażeń, emocji. To motywuje. Masz cel, masz ambicje. Mimowolnie przyswajasz wiedzę, uczysz się nowych rzeczy, kształtujesz charakter. Jestem pesymistą. Cel to nie jest słowo towarzyszące mi na codzień. Uczę się dostrzegać fakty, które są prawdziwe.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
