Lot balonem, praca w gazecie, wycieczka do Paryża, otwarcie swojego hotelu, wakacje w Toskanii, skok na bungee... Ile ludzi tyle marzeń. Czy warto marzyć? Dawno dawno temu przeczytałam książkę o twierdzącym tytule Warto marzyć. Pamiętam tPamiętamylko tytuł i lekki zarys fabuły bo miałam wtedy może 13 lat. Książka mówiła, że warto bo czasem dwoje ludzi marzy o sobie nawzajem i gdy spełniają swe marzenia (starają się poznać) stają się szczęśliwi.
Nie każde marzenie da się spełnić. Było to dla mnie bólem od dawna. Jestem realistą. Wiedziałam, że mogę mieć tylko takie marzenia, które mają szanse się spełnić. O locie na księżyc nie było mowy. Mało tego, moje marzenia mogły być jedynie takie jakie sama mogę zrealizować. Cel musiał być realny i zależy ode mnie nie od otoczenia-przy najmniej w największym stopniu ode mnie. Ograniczało to znacznie marzenia, odbierało im magiczności, spychało do worka z realnymi krokami, ale też dawało nadzieję, że na pewno się spełnią. Nie lubię rozczarowań i to była bezpieczna droga.
Pierwszym chronologicznie marzeniem było zdanie prawka, kupno auta. Udało się. Byłam szczęśliwa. Kolejnym krokiem miała być wyprowadzka z domu i studia zaoczne. Praca, życie, samodzielność i wszystko co się z tym wiąże. Czas realizacji marzenia nastał a ja stoję w miejscu. Boję się. Wiem, że spełnione marzenie może przynieść rozczarowanie, ból. Brutalne realia dorosłości o której zawsze marzyłam mogął zniszczyć radość. Czarna wizja? Jestem pesymistką, realną pesymistą, zawsze obstawiam najgorsze.
Wpytaniu o realizacje marzeń i ich konsekwencji najgorsze jest to, że nie ma dobrej odpowiedzi. Wszytsko zależy od indywidualnej tolerancji własnych porażek. Moja jest kiepska.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz