czwartek, 17 lipca 2014

Namiętny brak sensu

Gorycz porażki. Wynik ostatniego egzaminu w tej sesji. 6:2 dla mnie. Dwa cudowne ekonomiczne przedmioty przelatują na wrzesień. Spróbuję we wrześniu. Próbować chyba trzeba, tak przynajmniej mówią. Nie wiem czy każdy pracujący na pełen etat człowiek, który równocześnie studiuje ma dość swojego życia. Ja mam. Bez sensu jest wywalać dziś żale jak to źle jest sie uczyć i pracować. Dzień przed ostatnim egzaminem (w dodatku ustnym) miałam tak serdecznie dość, że rozryczałam się i poszłam spać. Wstałam, pojechałam, zdałam na 5.0. Wisienka na torcie porażki. Tamta sesja wypadła dobrze, jeden egzamin w drugim terminie był do zdania i jakoś poszło , mimo że była to matetatyka. Teraz nie jest tak różowo. Chyba najgorsze jest to, że nie potrafię znieść porażki. Oblany egzamin jest dla mnie jak wyrok. Czuję się jak dziecko, którego całym światem jest świat zabawek a teraz jedna się zepsuła. Albo nawet dwie, jakby te ulubione.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz